We Włoszech aperitivo to godzina, rytuał i gorzki smak. Między pracą a kolacją siada się na chwilę z czymś gorzkim w małej szklance, z dużą ilością lodu, plasterkiem pomarańczy i miseczką oliwek. Tak podajemy aperitivo w obu restauracjach. Skąd ten zwyczaj, opisujemy w tekście o włoskim aperitivo.
Al Banco (24 zł) to Crodino z Piemontu, pity od 1965 roku, Crodino Rosso i Sanbittèr, znany od 1963 roku, podane z oliwkami Taggiasca. W Cocktail Zero (35 zł) są Spritz Zero, Negroni Zero, Hugo Zero i Bellini Zero, klasyk z Harry's Bar. Le Siciliane (24 zł) to Chinotto BIO, Aranciata Rossa BIO z sycylijskich czerwonych pomarańczy IGP i Mandarino Verde.
Do tego Caffè Leccese – espresso na lodzie z mlekiem migdałowym, klasyka z Salento. Na Oboźnej czeka też Garibaldi del Sud: chinotto ze świeżo wyciskaną pomarańczą, jedyny napój wymyślony w Bottegas. Przed kolacją to dobre miejsce na aperitivo po spacerze Krakowskim Przedmieściem.
Na Saskiej Kępie, w Bottegas przy ul. Francuskiej 24, działa pełny włoski bar. Negroni della Bottegas (55 zł) robimy z ginem Aqualuce V.I.C.E., vermouthem Bucci Rosso i Amaro Amara zamiast bittera – sycylijskim likierem z czerwonych pomarańczy IGP i ziół z Etny. Mandaretto & Prosecco (46 zł) to likier z mandarynek Tardivo di Ciaculli, chronionych prezydium Slow Food, z posiadłości Limònio w Partinico pod Palermo.
Wina są włoskie, od Gavi di Gavi „Fossili” po Brunello di Montalcino, kieliszek od 24 zł. Na koniec kolacji przy Francuskiej jest limoncello, grappa Castagner dojrzewająca 18 miesięcy w beczkach z drewna czereśniowego albo amaro.